niedziela, 13 marca 2016

będziesz w biegu ale szczęśliwa...


Każdy ma ten moment, w którym wpadł po uszy w codzienną rutynę. Wstaje, je śniadanie, myje się, ubiera, idzie do szkoły lub pracy, wraca, uczy się, je, znowu się myje, idzie spać i tak każdego dnia. Jednak pewnego słonecznego dnia, budzi się i stwierdza, że takim życiem nic nie osiągnie, nic go nie będzie uszczęśliwiać, każda doba będzie podobna do wcześniejszej i następnej.
Ja tak właśnie miałam. Obudziłam się, wstałam, poszłam do kuchni zrobić sobie kawę i mnie oświeciło - czego już dokonałam? - zapytałam sama siebie, a odpowiedź była przerażająco prosta, szybka i krótka. Nic. 
No nie powiem, trochę mnie to zdołowało. Patrząc na moich znajomych, którzy idealnie dzielą się na "tych z ambicją" i "tych leniwych z ambicją". Powoli dochodziło do mnie, że niestety należę do tej drugiej grupy osób. 
Czytając kolejny "głęboki" tekst randomowej nastolatki, że życie jest krótkie, bądź że życie to nie gra, z jednej strony parskałam śmiechem "co ona wie o życiu?" a jednak z drugiej strony się z nią zgadzałam.
To prawa. Przecież większość z nas czuje, jakby wczoraj zdarzyło się coś, co tak naprawdę miało miejsce kilka miesięcy lub nawet lat temu. 
Nie można popadać w rutynę. To chyba jest jedną z tych najgorszych rzeczy, które można zrobić. 
I tak, po mojej długiej nieobecności na tym blogu zrozumiałam, że to nie jedyna rzecz, którą tak bardzo zaniedbałam.
Przestałam pisać książkę, argumentując to "brakiem czasu", mimo, że tak naprawdę nie było konkretnej sprawy, przez którą mój czas wolny się skrócił. 

Ostatnio byłam na wykładach dotyczących studiowania za granicą, a dokładniej w Stanach Zjednoczonych. 
Kiedy byłam jeszcze w podstawówce, dumnie powtarzałam "będę studiować na Harvardzie!". Oczywiście każdy z Was pewnie się domyśla z jaką odpowiedzią moje stwierdzenie się spotykało. Więc z braku jakiegokolwiek - choćby udawanego - entuzjazmu ze strony moich najbliższych, wybiłam sobie Harvard z głowy, powtarzając, że przecież UJ nie może być taki zły. 
Lecz dzisiaj patrzę na to kompletnie inaczej. Multum ludzi każdego roku dostaje się na wymarzony Harvard, to czemu ja nie? Bo jestem Polką? Bo moi rodzicie nie zarabiają milionowych sum każdego miesiąca? Przecież to nie może aż tak rujnować moich marzeń. 

Czasem - a raczej zawsze - by spełniać swoje marzenia, trzeba włożyć trochę trudu. 
Więc zaczęłam. Zmobilizowałam się do ciężkiej pracy i postanowiłam dążyć do wyznaczonych sobie celów. 
Bo to właśnie teraz pracujemy na swoją przyszłość. To od tego, jak wiele wysiłku włożymy teraz, zależy czy spełnimy swoje marzenia.
Każdy ma te dni, w których już naprawdę nie chce mu się nic robić. ale nie można się poddawać! 

Zrobiłam listę, rzeczy, które chcę zrobić, zadania, które muszę wykonać.
Nie powiem - będzie ciężko, ale wierzę, że z dnia na dzień będę widzieć efekty mojej ciężkiej pracy. 
To samo powiedziała moja znajoma ze szkoły "zobaczysz, że za jakiś miesiąc przyzwyczaisz się, będziesz w biegu, ale szczęśliwa" W stu procentach się z nią zgadzam. 
Kiedy dotychczas jedyne co się robiło, to leżenie i pachnienie, to początkowo naprawdę może być ciężko, lecz z dnia na dzień, będzie tylko coraz lepiej. Gwarantuję Wam.

Życzę wszystkim, którzy popadli w nudną rutynę, by się z niej szybko wyrwali i cieszyli się każdym kolejnym dniem. Każdy ma jakieś marzenie. Nie można pozwolić by nimi zostały!

wtorek, 3 listopada 2015

A co z tymi naszymi planami?

Wielu z nas ma wielkie ambicje.  Chcemy dokonać czegoś wielkiego, czegoś prawie niemożliwego. Słuchając opowiadań innych, snujących plany na przyszlość, pragniemy ich przeciągnąć. Sięgać coraz dalej, po coraz więcej. 

A co jeżeli w tej naszej próbie zaistnienia napotykamy mur blokujący wszystko? Mur, którego jednak nie widzimy, ponieważ jest ukryty gdzieś w głębi nas samych i zaczyna swoją budowę w najmniej odpowiednim momencie? Mur o którym mówię to właśnie słomiany zapał.
Czemu akurat on? Bo jest najbardziej okropnym i najwredniejszym co nas opisuje. 

Dzień za dniem leci, a początek roku szkolnego jest już bardzo odległym wspomnieniem, do którego co chwila próbujemy wracać pamięcią, kiedy to przypomnimy sobie, że wielkimi krokami zbliżamy się do końca semestru. 

Od pierwszego września obiecywałam sobie wiele - same piątki, uczyć się systematycznie, odrabiać każdą pracę domową, codziennie dawać z siebie milion procent i wiele wiele innych. 
Co z tego wyszło? Jedno wielkie nic. 

Proces w którym do wszystkiego doszło jest banalnie prosty:
Niektóre zadania były tak proste i mało znaczące, że poznanowiłam przełożyć zrobienie ich na przerwę przed zajęciami. Nauczyciele nie pytali na każdej lekcji, tak samo nie robili często kartkówek, więc w razie wątpliwości postanowiłam zgłaszać nieprzygotowanie (w końcu od czego ono jest), a z czasem całe milion procent dawania z siebie zamieniło się na jedyne dziesięć, by "jakoś" przeżyć dzień. 
Wrzesień rozpoczął się czytaniem kryteriów ocen i zapoznyeaniem wszystkich wokół, więc tak oto jest już listopad, a ja nadal bładze w wakacyjnej sielance, myśląc ze wciąż codziennie mogę do późna spotykać się ze znajomymi, a by dostać dobre oceny wystarczy raz popatrzeć się na stronę w książce. 
Jakże wielkie było moje zdziwienie, że byłam w błędzie, a mój tok rozumowania przyplłacił mi kilka pięknych ocen.

Do tego wszystkiego obiecałam pisać systematycznie posty na bloga i zacząć kolejną próbę skończenia mojej książki. 
W rzeczywistości posta piszę od niepamiętnych czasów, a mój challange 40 rozdziałów w 40 dni jakoś rozmył się w czasie, gdy termin rozpaczecia już dawno przeminął i czas ciągle gna do przodu nie dając mi odetchnąć.

Wakacyjne postanowienia o "byciu fit" również legły w gruzach, kiedy to od tygoni przestałam ćwiczyć mówiąc "jutro na pewno poćwiczę dzisiaj nie mam czasu", a zdrowe sałateczki zamieniłam stertą śmieciowego jedzenia. 

Słomiany zapał jest nierozłączną stałą mojego życia. Oczywiście, chciałabym żeby nie istniał, lecz czy bez niego wszystko byłoby takie cudnowne? 
Osiągalibyśmy wsystko "just like that" jakbyśmy pstrykneli palcami. Nie potrzebowalibysmy wkładać ani kszty wisiłku. (W sumie kuszące)

Słomiany zapał musi istnieć. Naszą życiową misją jest, by z nim walczyć. 

By zobaczyć efekty, trzeba wziąść się w garść i zacząć działać. 

Nic nie przyjdzie nam na zawołanie, musimy się trochę pomęczyć, poświęcić trochę czasu, by później wspominać te chwile z wielką dumą i radością. 

Życzę Wam (i sobie) powodzenia w spełnianiu marzeń, by nie zostały tylko marzeniami. 

Realizujmy nasze plany najlepiej jak umiemy! Nie można się poddawać! 

Czy chcesz ciągle myśleć o tym czego nie osiągnąłeś, a bardzo chciałeś? Po prostu zacznij pracę i włóż wszystkie starania, by cel został osiągnięty.

sobota, 5 września 2015

Zacznij walczyć o pewność siebie!

Tak, wiem, dawno nie pisałam. Trochę z powodu tego, że na chwilkę wena kompletnie mnie opuściła, ale także dlatego, że jak wiecie - a może jednak nie - zaczął się rok szkolny! 
Kilka osób dopytywało nawet, kiedy coś w końcu napiszę, a ja zawsze odpowiadałam "dzisiaj", bo naprawdę w to wierzyłam.
Teraz jest pierwszy weekend w tym roku szkolnym, a ja już czuję, że tak, cz siak cały dzień będę musiała poświęcić na nauce. Jednak postarałam się znaleźć choć chwilę czasu wolnego, więc oto jestem i piszę!




Początek roku szkolnego wiąże się z kilkoma ważnymi rzeczami w życiu nastolatka. Spotyka ponownie swoich znajomych, bądź wkracza w nowy świat, nowych osób, nauczycieli i panujących zasad. Poznaje pierwszych prawdziwych przyjaciół, zakochuje się nie jeden raz, później leczy złamane serca, a do tego wszystkiego dochodzi jeszcze nauka multum przedmiotów, gdzie tylko poniektóre z nich jakoś przydadzą się w przyszłości.

A gdzie w tym wszystkim dobre samopoczucie, pewność siebie i brak kompleksów?
Jest wiele takich dni, kiedy patrząc w lustro, jedyne co pragniemy, to schować się znowu pod kołdrą i nigdzie nie wychodzić. Nie mamy w co się ubrać, bo wszystko co znajduje się w naszej szafie jest za małe lub za duże, bądź źle na nas leży akurat tego dnia (mimo, że nosząc to kilka dni temu czuliśmy się w tym rewelacyjnie)...

Na samym początku trzeba odpowiedzieć sobie na kilka prostych pytań:

1. Co mi się we mnie nie podoba?


2. Co spowodowało, że tak myślę?



3. Co robię w kierunku, by się tego pozbyć? 

Jeżeli ugrzęzłeś/-aś w ostatnim pytaniu, nie mając pojęcia co odpowiedzieć, może to jest właśnie powód, że czytasz ten post?

Każdy ma wady i kompleksy z czymś związane. 
Nawet najpiękniejsze gwiazdy, czy modelki zmagają się z jakimiś swoimi niedoskonałościami.


Większość tych cech, które uważamy w sobie za negatywne istnieją tylko w naszej głowie. Wmówiliśmy sobie je, a co najlepsze - nikt inny ich nie widzi, oprócz nas samych.

Istnieją wtedy dwa rozwiązania:

1.
Zachowywać spokój, pokazywać że jest się pewnym siebie, uśmiechać się do ludzi. Być szczęśliwym i nie wspominać na każdym kroku jacy to jesteśmy beznadziejni, albo jak to mamy grube palce, czy nie ładne włosy. 

2. 
Nie nawiązywać nawet kontaktu wzrokowego z rozmówca, bojąc się, że jakimś cudem zobaczy że mam duży nos, albo oczy dziwnie daleko osadzone. Spuszczać wzrok, wydawać się być smutnym i przytłoczonym własną osobą.

Którą z tych osób polubiłbyś/-łabyś bardziej? Na to pytanie raczej odpowiadać nie trzeba.

Nie mów o swoich wadach na okrągło. Uwierz mi, większość ludzi nie widzi czegoś "nie tak" przed tym jak o tym wspomnisz! 

Zacznij kochać siebie takim jaki jesteś. Nie ma drugiej osoby, takiej, jak ty. Jesteś niesamowity i niepowtarzalny. 

niedziela, 23 sierpnia 2015

Kłamstwa, które sami sobie wmówiliśmy


Nie ważne ile w życiu osiągniemy lub czego nowego się nauczymy, cały czas powtarzamy te same błędy. Czasem są to już tak utarte zwroty, że traktujemy je jak coś normalnego, coś co nierozłącznie istnieje w naszym życiu.

1. Czas pokaże...

"czas pokaże" lub bardziej znane "wszystko się kiedyś ułoży" - najgorsze z naszych kłamstw, przez które zamiast działać i dążyć do ułatwienia sobie chociażby dnia, stoimy w miejscu. Nie myślimy nad rozwiązaniem konfliktu, bądź nie zastanawiamy się nad pomysłami które polepszyłyby naszą sytuację. Gdy pojawia się problem mówimy "stop" bojąc się konfrontacji z nim, ostatecznie dając za wygraną. Czekając i czekając aż "wszystko się ułoży" nadal tkwimy w tym z czego tak bardzo chcielibyśmy się uwolnić.

2. Jestem beznadziejny/-a.

Ty? Beznadziejny/-a, tak? Beznadziejne to jest Twoje myślenie.
Co skłoniło Cię do takiego myślenia? Pryszcz, który pojawił się na Twojej twarzy akurat przed ważnym spotkaniem, czy sterczące boczki w ulubionych dżinsach?
Przecież to jest tylko wygląd, który można łatwo zmienić. Odpowiednie kosmetyki, seria ćwiczeń, a nawet dieta ma znaczenie. Nie dziw się, że Twoja cera aż krzyczy o pomoc, gdy codziennie zajadasz się fast-foodami, zamiast zdrowo się odżywiać.
"To jest tylko stan umysłu" - jak to lubi mówić moja mama. Jest w tym dużo prawdy!
Nie narzekaj i nie zliczaj swoich wad i kompleksów. Gwarantuję Ci, że jeżeli sam/-a nie zaczniesz mówić o nich, inni ich nie zauważają!
Wypisz na kartce te cechy, które w sobie lubisz, nawet te najdrobniejsze. Na pewno jest ich trochę i dzięki nim choć na chwilę przestaniesz się zamartwiać swoimi negatywami. Zacznij pracować nad kompleksami i częściej staraj się dostrzegać swoje pozytywne strony.

3. Wygląd się nie liczy!

"Jesteś okropna, bo patrzysz tylko, jak ktoś wygląda, od razu go oceniając, nie patrząc na jego wnętrze!!" - zarzucą mi.
"Przynajmniej nie jestem hipokrytą" - odpowiem im.
Powiedzmy sobie szczerze. Ile to razy poczułaś motylki w brzuchu, gdy jakiś przystojniak się od Ciebie uśmiechnął, albo jak atrakcyjna dziewczyna długo cię "obczajała"? Jak często zazdrościsz sylwetki modelkom, albo zachwycasz się nad lookiem gwiazd w telewizji?
Wygląd ma znaczenie.
Wygląd stanowi dość ważną rolę. "Jak cię widzą, tak cię piszą", a pierwsze wrażenie może zadecydować o Twojej nowej pracy.
Nie mówię, że charakter się nie liczy! Nikt nie chce utrzymywać kontaktu z prostakami, których nie interesuje druga osoba i są chamscy mimo, że wyglądają nieziemsko.
Patrząc prawdzie prosto w oczy - ładnym osobom jest łatwiej w życiu i nie ma co dyskutować. Może i jest to niesprawiedliwe, ale witam w prawdziwym świecie!

Powinniśmy przestać wierzyć w te kłamstwa, mimo, że czasem nie jest to takie proste. 
Łatwo napisać, łatwo pomyśleć, bądź wyobrazić to sobie, jednak nie zawsze jest to takie banalne do wykonania. 
Trochę wysiłku i włożonego starania, a świat stanie się piękniejszy! 
Zaczniesz iść zdecydowanym krokiem, uśmiechając się przy każdej okazji, gdy przestaniesz zamartwiać się nieistniejącymi problemami, które rodzą się w Twojej głowie! 
To Ty decydujesz w co chcesz wierzyć i co uważasz za prawdę!

Ale ten czas szybko leci!


Pamiętam jeszcze dobrze czasy przedszkolne, jak wszyscy się razem bawili i chowaliśmy mięso pod surówką, bo było niedobre. Wszyscy wierzyliśmy, że świetnie je kamuflujemy i nie rozumieliśmy dlaczego kucharki zawsze je widzą!
Ten strach przed pójściem do pierwszej klasy podstawówki, kiedy wszyscy mówili, że w szkole już nie ma zabawy. 
Pierwsza lekcja i pierwsze złe wrażenie - pani nakrzyczała na mnie, że nie mam fioletowej kredki i nie mam jak pokolorować śliwek w jakimś ćwiczeniu.

Pierwsze przyjaźnie zawarte w szkole, niektóre poza szkołą. Te czasy, kiedy zapraszałam kogoś do domu tylko po to, aby razem grać w jakąś grę mimo, że będąc sama robiłam dokładnie to samo.

Pierwsze miłości, pierwsze złamane serca. Kolega, którego znałam zaledwie godzinę zapytał się, czy będę jego dziewczyną, a ja tak spanikowałam, że powiedziałam, że już mam chłopaka. Najśmieszniejsze było to, że chłopak, którego w to wplatałam wszystkiego się dowiedział i było mi bardzo głupio. Dodam, że z oboma chodziłam do klasy przez jeszcze cztery lata!
Będąc dzieckiem, zawsze marzyłam, by w końcu być nastolatkiem. Patrzyłam na starszych kolegów z wielkim podziwem i chciałam być jak oni. Kiedy już w końcu miałam te naście lat jedyne co było w głowie, to bunt. Nienawidziłam tego, że wciąż było się pod kontrolą i nie byłam samodzielna, "bo w końcu czternaście lat, to prawie pełnoletność".

Wkraczając w świat gimnazjalistów byłam małym, zagubionym dzieciątkiem. Właśnie w tym czasie zaczęłam brać na poważnie przyjaźń, miłość i w końcu zaczęłam zastanawiać się nad tym kim chciałabym zostać i pragnęłam do tego dążyć.
Pierwsze prawdziwe randki, pierwsze prawdziwe złamane serca i te motylki w brzuchu...
Te trzy lata tak szybko minęły! Wciąż dobrze pamiętam, jak w pierwszej klasie był dzień patrona, a nasza klasa była na szarym końcu w każdej konkurencji, tak, jakby to było jakiś tydzień temu!
Cały czas nie mogłam się doczekać, kiedy to będzie ostatnia klasa, kiedy to otrzymam świadectwo i opuszczę progi gimnazjalne. Jednak jak przyszedł ten dzień, ostatnie zakończenie roku szkolnego, tak naprawdę jedyne o czym marzyłam to zatrzymać czas, a nawet włączyć przewijanie do tyłu...

Trzy lata to bardzo mało, by poznać dobrze drugiego człowieka. Już pod koniec byliśmy tak zgraną klasą i nagle gdy tworzyły się te najlepsze wspomnienia, gdy razem przeżywaliśmy najwspanialsze chwile wszystko się skończyło. Każdy idzie w swoją stronę, wybierając najróżniejsze licea czy technika. Zaczną się nowe znajomości, które znowu zostaną przerwane za trzy, bądź cztery lata.
Niby taki krótki odcinek czasu w życiu, a jak zmienia wszystko!
Patrząc wstecz gimnazjum bardzo mnie zmieniło i jestem z tego zadowolona. Nabrałam charakteru, przestałam tak bardzo przejmować się czyimś zdaniem. Zaczęłam zauważać różnicę pomiędzy prawdziwymi przyjaciółmi a ludźmi, którzy tylko próbowali nimi być.

Teraz już kończą się wakacje, które nadal spędzałam z wieloma osobami z czasów gimnazjalnych. Wakacje się skończą i wszyscy naprawdę się rozejdziemy, by przeżyć kolejnych niesamowitych lat w kompletnie innym otoczeniu.
Najlepsze jest to, że teraz patrzę w przyszłość z wielką ciekawością i chęcią odgadnięcia co się za nią kryję. Za trzy lata, nie wiadomo kim mogę się stać!

Matura zdecyduje czy dostanę się na wymarzone studia.

Studia zaważą na mojej karierze.

Moje zachowanie i kontakt z drugim człowiekiem pokaże, jakich będę mieć przyjaciół, Może poznam niesamowitego chłopaka, z którym chciałabym spędzić resztę życia, a może tak skupię się na naukę, że nie będę mogła dostrzec prawdziwej miłości? 

To wszystko pokaże czas. Niesamowite, jak zagadka z dnia na dzień zostaje odkrywana i nie zawsze tak bardzo się nad tym zastanawiamy. 
Każda sytuacja i każda podjęta przez nas decyzja otwiera przed nami nowe możliwości. 

To my decydujemy kim jesteśmy, kim będziemy i kim chcemy być. Wszystko zależy tylko od nas Nie można spokojnie czekać w miejscu na jakiś cud, ponieważ jest zbyt leniwy, by przyjść. 
Trzeba samemu kroczyć w jego kierunku i sprawiać, by każdy dzień miał możliwość stać się małym cudem. 

czwartek, 20 sierpnia 2015

Coś nie tak?


Dlaczego w dzisiejszych czasach dziewczyny nie mają kompletnie poczucia własnej wartości? Puszczają się na prawo i lewo, a później mają pretensję do innych, że nie mogą znaleźć się w stałym, szczęśliwym związku.

Powód jest tylko jeden - nie szanują same siebie. I szczerze im bardzo współczuję, ponieważ inni zaczynają je źle postrzegać. Dziewczyny tylko na jedną noc - zabawić się i zostawić.
Jedynym licznikiem jakiego używają to ilu zaliczyły. Normalne? Nie sądzę.

Na ich miejscu byłabym zażenowana sama sobą i zdegustowana. Nie reprezentują sobą w ten sposób kompletnie nic. Najśmieszniejsze jednak jest to, że nie zdają sobie sprawy, że robią źle! Co więcej! Szczycą się tym jakie są i uważają się za lepsze od innych.

Zastanawia mnie tylko jedno: skąd bierze się to ich chore podejście do życia miłosnego? (jeżeli to, co robią można nazwać "miłosnym")
Słaba samoocena, którą próbują podbudować?
Próba zaimponowania?
Chęć zabawienia się?

Co czym w taki sposób można zaimponować?! NICZYM! Czy one nie widzą, że każdy facet widzi w nich tylko dziwkę i nigdy by nie  był zainteresowany w normalny sposób? 
Po prostu chcą się nimi zabawić i zostawić. A one liczą na coś więcej... Zabawne.
Zaczynają się wtedy użalać nad sobą "nigdy nie znajdę chłopaka, jestem okropna i nikogo nie pociągam, co mam zrobić?! Dlaczego mam takiego pecha?!"
No zastanówmy się wszyscy wspólnie? Co źle robisz?! WSZYSTKO!

Pragnę im wtedy wykrzyczeć prosto w twarz "Przestań się w końcu puszczać na prawo i lewo, to może ktoś zacznie cię traktować na poważnie?!" 

Niestety ich "wysokie" IQ i "wrodzona" inteligencja, która pewnie za żadne skarby nie dałaby rady określić co znaczy chociażby słowo "partycypować", bądź "autopsja", nie mogłaby zrozumieć o co mi chodzi i to właśnie ja wyszłabym na tą idiotkę.

Więc jednak czasem lepiej siedzieć cicho i modlić się w duchu, że kiedyś pójdą po rozum do głowy i się ogarną.
Jednak do tego czasu świnie zaczną latać, a ja stanę się święta.
Może jednak spróbuję im przemówić do rozsądku?

Żaden prawdziwy mężczyzna nie popatrzy na nie w taki sposób, jaki widzą na filmach. Czemu? Trafiają tylko na samych facetów, którzy nie zasłużyli na miano prawdziwego mężczyzny i czekają tylko, by wykorzystać okazję...

Współczuję im z całego serca, gdyż nie mają w sobie żadnych prawidłowych wartości, mylą znaczenie powodzenia u płci przeciwnej i tworzą błędny obraz prawdziwej miłości.
Jednak życzę im też, że w końcu coś się stanie i zaczną normalnie funkcjonować.

wtorek, 18 sierpnia 2015

Ciekawość to pierwszy stopień do piekła

Czy ktoś może mi w końcu wyjaśnić dlaczego każdy musi się interesować cudzym życiem, zamiast w końcu popatrzeć na swoje? Kontrolują każdy ruch, czekając kiedy w końcu się pomylisz i upadniesz. Zamiast pomóc się podnieść, będą jeszcze bardziej przyciskać do ziemi.

"Super, jestem aż tak interesującym człowiekiem, że inni muszą mnie szpiegować na każdym kroku!" - można pomyśleć, jeżeli ktoś jest naprawdę sarkastyczny.
No ale ile można!?
Rozumiem fakt, że nie każdego trzeba lubić, może z tego jednego głupiego powodu, że każdy jest inni, ma różne poglądy i charakter? Jednak coraz bardziej przekonuję się do tego, że nie dla wszystkim to jest takie dziecinnie proste.
Zamieszczając swoje dane na facebooku, dzieląc się swoimi zdjęciami na insagramie lub prawie co minute dodając jakiś tweet na tweeterze narażamy się na to, że ludzie będą nas kojarzyć, rozmawiać o nas, albo często zaglądać na nasz profil, by dowiedzieć się co lubimy lub gdzie i z kim chodzimy.
W tych czasach jest to normalne, że nie ma czegoś takiego jak pełna prywatność.
Ale błagam was! Jest tyle ciekawszych rzeczy do robienia, niż stalkowanie ludzi! To jest wręcz chore, gdy wiedzę jak co po niektórzy wręcz z chorą ciekawością interesują się innymi.

Żeby dyktować życie innym, najpierw zajmij się swoim!

Jak Ci coś nie pasuje, po prostu zostaw obraźliwe komentarze dla siebie, zamiast je rozprzestrzeniać. Jak nie podoba Ci się czyjś styl ubierania, po prostu nie oceniaj. To nie ty to nosisz, tylko ktoś inny. Nic ci się nie stanie, jak chociaż raz w życiu zamilkniesz i zastanowisz się dwa razy nad czymś.