Jak często, kiedy bardzo Ci się spieszy na autobus, akurat klucz do Twojego mieszkania, który codziennie bez problemu zamykał drzwi, dzisiaj uznał to za zbyt skomplikowanie? W pracy, czy w szkole, wypisuje Ci się jedyny długopis jaki masz. Bardzo pilnie potrzebujesz sprawdzić pocztę, ale właśnie w tym momencie Twój laptop postanowił się długo nie włączać. Ekran telefonu się zaciął, przez co klikasz na niego jak opętana i nagle zaczyna działać, właśnie w tym momencie, gdy przez przypadek dzwonisz to największego przystojniaka, jakiego znasz, bądź do znajomej, z którą jesteś bardzo pokłócona. Aparat, którym codziennie robiłaś zdjęcia się zepsuł (w moim przypadku został zgryziony przez mojego kochanego psa), a drukarka, niezmiernie potrzebna do wydrukowania ważnej pracy nawet nie odpowiada, bądź skończył się tusz.
Każdy zna to uczucie, gdy już trzy "spokojne" wdechy i wydechy nie wystarczają i jedyne co chcemy to zapaść się pod ziemie przez serię kompromitujących wydarzeń, kumulujących się jak na złość w jednym dniu, zamiast rozłożyć się równomiernie w czasie.
Nie mam pojęcia co mogę doradzić w takiej sytuacji, ponieważ sama wylewam z siebie wtedy siódme poty, gdy wszystko wokół zaczyna ze mnie szydzić i komplikować mi życie...
Może powinniśmy po prostu zacząć się z tego śmiać, mimo, że w tym nie ma nic zabawnego? Może kiedy zaczniemy od kłamstwa, później zaczniemy uznawać go za prawdę?
Macie jakieś podobne historie? Na pewno z biegiem czasu wydają się komiczne i już nie takie okropne! Podziel się tym w komentarzu :)
Dlaczego dziś taki post? Proste pytanie, prosta odpowiedź - złośliwość rzeczy martwych!
Do zobaczenia w następnym poście!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz